Wyszukaj i oceń salon






Artykuł

  • Downhill - z górki niekoniecznie łatwiej!

    Dodano: 2010-05-13

    Dyscypliny kolarstwa górskiego – mimo swego ekstremalnego wizerunku wrosły już w nasz krajobraz sportowy i – paradoksalnie – rekreacyjny.

     

     

    Pomimo tego downhill (DH) – zjazdy rowerowe w dalszym ciągu pozostają hardcorem wśród ostrych. Początki kolarstwa górskiego takiego, jakim znamy je dzisiaj sięgają lat 70-tych. Zaczęło się – a jakże, od zjazdów, ze zboczy Mont Tampalais w Kaliforni, po których szaleli fanatycy dwóch kółek prowadzeni przez Gary'ego Fishera. Pragnienie pędu – ale i względnego bezpieczeństwa wymusiło zmiany konstrukcyjne standardowych rowerów turystycznych tak, by wzmocnić ich ramy, hamulce i koła, dobrać układ przerzutek i optymalnie ułożyć manetki. Na nowym sprzęcie można już było urządzać tak popularne dziś zawody cross-country (CC /XC – obecnie już klasyka MTB, organizowane w naturalnym, maksymalnie urozmaiconym terenie – szacowna dyscyplina olimpijska od 1996r.), freeride (FR – zjazdy i podjazdy, słowem jazda wszędzie, gdzie koła trzymają się jeszcze ziemi, niekoniecznie w celach sportowych, ale zawsze dla dużej adrenaliny i frajdy). Potem przyszły dual slalom (DS) i dual – a więc wyścigi po dwóch oddzielonych, albo połączonych od pewnego etapu torów dla dwóch zawodników i coś dla wytrwałych – maraton górski – 100 km mordęgi po górskich drogach! Jednak bikerzy podkreślają, że największy power ma DH. Pierwszy wyścig zjazdowy miał miejsce w Fairfax w Kalifornii, 21 października 1976 roku. Potem – można powiedzieć – poszło już z górki...

    Wrażenie robi sam sprzęt. Zawodnicy występują w strojach nieprzypadkowo zwanych „zbrojami”. Sam rower to też maszyna z zupełnie innej bajki nawet niż inne bike MTB. Nie ma przełożeń do wolnej jazdy, szczególną geometrię ramy (by jeszcze zwiększyć prędkość). Pod górę zjazdowcy jadą na... wyciągach, niczym alpejczycy, ale też i jeżdżą po tych samych, czy wręcz trudniejszych trasach. 80 km/h leci się wręcz, płynie po korzeniach, kamieniach, uskokach, strumieniach – słowem wszędzie, gdzie najczęściej nie dałoby się przejść na własnych nogach. Dość porównać technologię – przed dekadą królowały amortyzatory o skoku ok. 265 mm, dzisiaj może być nawet o 40 mm więcej, a więc niczym w crossowych motorach. Zwiększone skoki oznaczają konieczność zmiany układu przeniesienia napędu, który odseparowano od zawieszenia. Przełożenia zmienia się nawet podczas hamowania czy zakrętów, bez konieczności pracy pedałów. Przełożenia bywają zmieniane sprężonym powietrzem, a hamulce chłodzone wodą, oczywiście tarczowe (cztery tłoczki i tarcze co najmniej 200 mm).

    W Polsce dyscyplina jest zarejestrowana od 11 lat, kiedy to odbyły się pierwsze mistrzostwa kraju w Szklarskiej Porębie – Szrenicy. Lubianą przez DH-owców trasą (już nawet uważaną za „dość łatwą”!) jest Czantoria. Zawodnicy muszą być wszechstronnie przygotowani – treningi odbywają też na sprzęcie dualowym, a nawet na... BMX-ach, czyli rowerach akrobacyjnych. Stąd też mogą uchodzić za najbardziej wszechstronnie przygotowanych „górali” w całym świecie bikerów ekstremalnych.

    Oczywiście nie zgodzą się z tym fani uphillu – a więc wjazdu, będącego w sumie odmianą XC. - Też jesteśmy ostrzy! - zapewniają, a sprawdzić można to choćby obserwując ich wyścig z metą na Śnieżce. Tak czy siak – ostrzy bikerzy trzymają się mocno! Jeśli zaś ktoś nie czuje się jeszcze na siłach jeździć po trasach wywołujących zawroty głowy u kozic – zawsze może zagrać w którąś z popularnych konsolowych, czy komputerowych gier – w domowym zaciszu zostać mistrzem downhilla.

  • Dodaj komentarz

    Przepisz kod z obrazka




    Komentarze użytkowników


    • ~aral
      Dodano:2010-05-14 00:05:30

      świetny sport dla ludzi z adhd