Sylvester Stallone, Bruce Willis, Arnold Schwarzenegger, Mickey Rourke i Dolph Lundgren. Najnowszy film "Niezniszczalni" – to spotkanie największych twardzieli kina. Spotkanie po latach.
Moda na mięśnie przeminęła. Widzowie nie ubóstwiają już bohaterów o kwadratowych szczękach i w przepoconych podkoszulkach, którzy z właściwą dla siebie finezją wyskakują z płonących budynków. Po terminatorach, niezwyciężonych policjantach, niezdobytych złoczyńcach i dzielnych żołnierzach przyszedł czas na triumf innego rodzaju herosa.
Bohaterowie naszych czasów są oczywiście na swój sposób męscy i atrakcyjni. Po zrzuceniu pancerza z mięśni ukazuje się nam młody, wysportowany i wrażliwy super-bohater, który do ocalenia świata prędzej użyje swej intuicji i inteligencji niż pięści i granatów. Tak oto widzimy Roberta Downeya Jr w roli– Iron Mana, czy Adriena Brodego walczącego ze stworami z obcej planety.
Wszyscy wiemy, że historia lubi się powtarzać. Po porażce amerykanów w Wietnamie publiczność bezlitośnie odrzuciła wojowniczych mięśniaków takich jak John Wayne na rzecz sprytnych chudzielców, takich jak Luke Skywalkera czy głównego ludzkiego bohatera "Szczęk", Richarda Dreyfussa.
Początkowo terminator miał być wysokim, szczupłym blondynem z postawionymi na sztorc włosami i kołnierzem. 100 kilogramowa sylwetka Arnolda Schwarzeneggera na tyle ujęła jednak twórców filmu, że to on dostał to szlachetne miano bycia androidem. Tak, lata 80. to czas triumfu mięśni i potu: począwszy od "Pierwszej krwi" (1982), czyli pierwszego z filmów o Rambo, aż po "Zabójczą broń" (1987) i "Szklaną pułapkę" (1988).
Dzisiaj widzowie wydają się mieć inne oczekiwania od bohaterów kina akcji. We współczesnym filmie, jeżeli na drodze wybawiciela świata stoi mur, nie musi przebijać go bazooką. Z łatwością przeskoczy go, wespnie się na niego lub przeleci nad nim uwieszony na linie zwisającej z nagle pojawiającego się helikoptera. W obecnych filmach dla amatorów mocnych wrażeń grawitacja nie istnieje – prekursorem pożegnania się z prawami fizyki stał się Matrix. Publiczność pragnie mieć także w takich filmach fabułę, zagadkę, doprawioną inteligentnymi dialogami bohaterów. W ustach Arnolda S., czy Sylwestra Stallone dyskusja na temat ukrytych zaburzeń osobowości domniemanego mordercy raczej nie brzmiałaby wiarygodnie.
Kto wie, czy moda na mięśnie nie powróci? Póki co jednak największym powodzeniem cieszą się błyskotliwi i sprawni mężczyźni lub intelektualni geniusze walczący ze złem za pomocą najnowszych technologii. Jeżeli ktoś jednak zatęskni za pierwotną, fizyczną i niemal zwierzęcą siłą, bez trudu powinien znaleźć coś wśród kinowych premier. Na rok 2012 bowiem Hollywood zapowiada premierę "Mścicieli" – filmu, gdzie obok skandynawskiego Thora i legendarnego Hulka znajdą się bodaj wszyscy, którzy przez ostatnie pół wieku ratowali świat za pomocą pięści: Captain America, Hawkeye, Iron Man i Nick Fury. "W moim filmie centralnym zagadnieniem jest kwestia »odnalezienia własnego ja« - zadeklarował dumnie reżyser Joss Whedon. - chociaż, naturalnie, dokonuje się to głównie w trybie wyprowadzania prawych prostych".
(kp)
Dodaj komentarz
Komentarze
kaha
Arnold rulez!
Izka18
Uwielbiam wszystkie części terminatora. A filmy z Bruce Willisem są fascynujące. Tu nie chodzi o mięśnie oni po prostu są super aktorami.
Amelia
Żegnajcie mięśniaki i terminatorzy. Nie lubię filmów z tymi aktorami. Dajcie Linde lub Deląga.
Karolina
A ja tam wole mięśniaków. Nudzą mnie filmy z błyskotliwymi mężczyznami czy intelektualnymi geniuszami. Bruce Willis, Arnold Schwarzenegger, Sylvester Stallone to moi bohaterowie.

